poniedziałek, 8 lutego 2016

stuknął rok

Bez huku, bo okoliczności takie, ale przecież w sercach tyle wdzięczności za niego, za nasz wyczekany, wymodlony, a przecież zupełnie darmowy cud / Plus :) Na zdjęciu ze Skakanką. W tle Boski z Teściem składa kolejny zestaw sci-fi (przepraszam: hi-fi).

sobota, 6 lutego 2016

nocne życie

Zeszłej nocy, gdy Plus mnie budzi o drugiej, odkrywam, że leżę w ubraniu na kołdrze. Nie pamiętam z jakim motywem szłam spać i co się stało, że tak mało skutecznie. O czwartej budzi mnie ponownie i znowu jest jak było. Nagle zaczyna mi to przeszkadzac, wiec starajac się zrobic jak najmniej hałasu w domu, szukam pidżamy i idę pod prysznic uzupełnic zaległe rytuały, przeczuwając, że bez nich nie da się odpocząć. Rano okazuje się, że nie pomogło; jestem tak nieprzytomna, że czekam już wieczora.

Poprzednią noc zasypiam na kanapie na ramieniu Boskiego, gdy probujemy skonczyc ogladac film, zaczęty kilka dni wczesniej. Film jest świetny, o Margaret Thatcher, Żelaznej bardzo Damie, więc nie wiem, czemu mi się urywa zupełnie niepostrzeżenie i przepraszam Boskiego za tak ewidentny brak uwagi.

Może się starzeję, a może ostatnie dni na wydawniczym finiszu i ze szpitalnym leitmotiv pozbawiły mnie całkiem sił.

We śnie nas ranem ściga mnie nasz Proboszcz za zaległe jakies przedkomunijne kwity.

Skakanka na antybiotyku, ferie w domu, ale przecież dla mnie każdy dłuższy wyjazd rodzinny to jak przeprowadzka. Sama tylko potrafię wyjechac tak, jak stoję; jeszcze bowiem nie potrzeba brać ze sobą pampersów.

--Sent from my Ajfon

poniedziałek, 1 lutego 2016

sala samobójców

Obwodnicą autostradową pokonuję kilometry między Skakanką w szpitalu, a Grzybkiem i totalnie zdezorientowanym Plusem w domu. Bilokacji nie powinni otrzymywać w darze święci zakonnicy, ale matki, rozmyślam nad tym niezbyt ortodoksyjnie, wioząc w sobie 130 km/h obwodnicą autostradową w deszczu, który pod kołami tirów licznie zmierzających tworzy fontanny tak bajeczne, że wycieraczki wprawiają w osłupienie.

Pokonując po raz kolejny tego dnia trasę, odkrywam brak benzyny i gdy wszystkie aplikacje w urządzeniu przenośnym zawodzą, wracam do starej metody zapytania człowieka na ulicy, gdzie jakaś stacja. I to akurat działa.

Na oddziale, gdzie Skakanka już po zabiegu dostaje dożylny bardzo antybiotyk, dużo dzieci i rodziców. Rodzice używają urzadzeń przenośnych, a ich dzieci w tym samym czasie z nudów podobnie. Wydaje się, że rodzice zapomnieli, dlaczego z takim poświęceniem szpitalne łóżka okupują, i gdy dzieci zaczynają biegać, obwiniają je o braki w wychowaniu. Wyjasniam: dzieci biegają z nudów, z potrzeby ruchu i dlatego, że są dziecmi, co na szczęście ujawnia się chociaż w trakcie przerw od używania urządzeń przenośnych.

Skakance w szpitalu urządzenie przenośne popsuło się od razu po przyjściu, więc czyta książki. Choć na sali jest też telewizor, który podobnie jak łóżka opanowują rodzice i puszczają seriale dużo za duże.

Wspominam swoje pobyty. Asbolutnie pozbawione rodziców, gdy tworzyliśmy na oddziale bandę nie do rozbicia. Zwłaszcza na kardiologii. Było prawie jak na koloniach minus gastroskopia. Jeden chłopak najweselszy z nas wszystkich, pewnego dnia potłukł butelkę pepsi i pociął sobie żyły. Obandażowany potem przychodził na naszą salę, dumny jak bohater Powstania, a my patrzyliśmy z podziwem.

Dziś myślę, że musiało jednak rodzica jakiego brakować. Ale nie tego intruza na sali pełnej dzieci, zamkniętego w swoim smartfonie.

lek nowej generacji

Skakanka chce poznać skutki uboczne narkozy. Of kors nie pozwalamy na zwiedzanie google'a w tej kwestii, ale przed podpisaniem zgody mam wylistowane przed oczami. W zasadzie sama bym potrzebowała jakiego znieczulenia ogólnego, by nie było po mnie widać, że się sama boję. Bo rodzic to jest ten, co się zasadniczo nie boi niczego.

Co udowadniam wpadając na blok operacyjny, skąd panie w strojach ufoludków usiłują mnie wyrzucić. Oświadczam, że bez pocałowania córki nigdzie się nie udam. Personalizm w tym ful wypas nowym szpitalu bywa nieznanym trendem etycznym i informacji, że wchodzimy na blok i do widzenia nie otrzymujemy przed wyjściem w drogę.

Skakanka pod kroplówką pyta, czy jedziemy do Zakopanego na narty i myślę, biorąc pod uwagę, ze grzebać jej będą w kolanie, to dowód wielkiego hartu ducha.

I jeszcze przerwa na reklamę leku nowej generacji. Powalił mnie kompletnie; myślę, że poza modlitwą naszą i innych, on także wszystkich nas trzymał w pionie. Inne specyfiki, gęsto zakupione po aptekach, w odróżneniu od niego nie przyniosły skutków.

Spośród zaś skutków ubocznych narkozy, strach był najbardziej odczuwalnym.